niedziela, 11 stycznia 2015

Prolog

Leżałem już w łóżku, gdy z dołu usłyszałem krzyki mojej mamy. Słyszałem je codziennie, ale tego dnia były przepełnione jeszcze większym cierpieniem niż zazwyczaj. Wiedziałem co się dzieje, chciałem tam zejść i coś zrobić, ale nie bardzo wiedziałem co. Krzyki stawały się coraz głośniejsze, a ja próbowałem sobie w mówić, że to nie dzieje się naprawdę. Czy ludzie nie mogą wezwać tej pieprzonej policji? Na pewno to słyszą, tylko się boją. Jak zawsze. Wstałem z łóżka i zacząłem błąkać się po pokoju coraz bardziej przerażony tym, co ten skurwysyn - zwany też moim ojcem - mógł zrobić mojej mamie. W końcu poprowadziłem swoje ciało w kierunku drzwi, niepewnie nacisnąłem na klamkę i uchyliłem je. Wyślizgnąłem się z mojego pokoju i stanąłem na schodach by zbadać całą sytuacje. Niczego nie zobaczyłem, tylko nadal słyszałem ten okropny krzyk. Wziąłem głęboki wdech i zszedłem powoli na parter instynktownie kierując się do kuchni, z którego dobiegały odgłosy. Gdy stanąłem w progu, zobaczyłem dwoje ludzi szarpiących się, a raczej ojca, który szarpał moją mamę. Podbiegłem do nich i odepchnąłem go całymi swoimi siłami, które skumulowałem przez te kilka sekund. Nie zastanawiałem się wtedy dokładnie co mogło mi się stać, oczywiście przez myśl przebiegły mi najstraszniejsze scenariusze, ale nie mogłem się już wycofać. Złapał moje ramiona w silnym uścisku i spojrzał na mnie z góry.

-Jeszcze niczego się nie nauczyłeś? - zaśmiał się kpiąco i wymierzył mi cios.

Upadłem uderzając plecami o kuchenną szafkę. Ocknąłem się szybko i zobaczyłem jak wymierza jej kolejne ciosy. Przesunąłem się w kierunku szuflady, w której znajdowały się noże, cały czas się mu przyglądając. Bałem się, ale założę się, że więcej było we mnie złości niż strachu. Pociągnąłem za rączkę i wysunąłem szufladę, po raz ostatni upewniając się, że mnie nie zauważył. Podniosłem się i chwyciłem ostry przedmiot biegnąc w jego stronę.

Ostatnie co pamiętam to krew, pełno krwi...