sobota, 2 maja 2015

Beginning.

Zaparkowałam auto na szkolnym parkingu. Siedziałam przez chwilę oparta o siedzenie i biłam się z myślami, z jednej strony nie chciałam zawieść rodziców, a z drugiej chciałam zacząć uciekać z zajęć lub całkowicie je opuszczać. Nienawidziłam tej szkoły. Zatrzasnęłam drzwi samochodu i wcisnęłam przycisk przy kluczykach. Wrzuciłam je do torby i ruszyłam alejką prowadzącą do drzwi frontowych. Dzień zaczynałam lekcją historii, a kończyłam... Wydałam z siebie stłumiony jęk gdy przypomniałam sobie o dodatkowych zajęciach z prawa. Westchnęłam przekraczając próg szkoły. Nagle drogę zatarasowała mi moja przyjaciółka.

-Cześć Violet - odezwała się pierwsza.

-Cześć Zoe - uśmiechnęłam się.

-Dzisiaj mamy te okropne zajęcia z prawa - powiedziała oburzona gdy otwierałyśmy szafki.

-Nawet mi nie przypominaj - przewróciłam oczami i wyjęłam podręcznik do historii. - Ciekawe co tym razem wymyśli ten popapraniec.

Zatrzasnęłam szafkę i schowałam rzeczy do torby.

-Przecież możemy zwiać z tych zajęć. 

Gdy Zoe to powiedziała, przez moją myśl przebiegły najgorsze scenariusze konsekwencji ucieczki. Czyli ja i szlaban.

-Nie ma mowy, moi rodzice daliby mi szlaban.

-Dobra, dobra - burknęła - Co masz pierwsze?

-Historie, a ty? - zapytałam.

-Matematykę. 

Ostatnie sylaby zagłuszył dzwonek, więc pomachałyśmy sobie i każda ruszyła do swoich sal. Ja musiałam wbiec po schodach, by nie spóźnić się na zajęcia. Nienawidzę biegać po schodach.

Ten dzień strasznie mi się ciągnął. Jedyną dłuższą przerwą była pora lunchu, ale nic nie zjadłam. Siedziałam już pod salą, w której miały odbyć się zajęcia z panem Jeffersonem. Specjalizował się w prawie, uczył również wiedzy o społeczeństwie. Przy drzwiach zaczęła gromadzić się mała grupka uczniów tak samo niezadowolonych jak ja. Nikogo nie znałam lub kojarzyłam ludzi tylko z twarzy, nawet nie wszystkich. Pomijając moją przyjaciółkę, która przybiegła jako ostatnia. Pewnie znów obściskiwała się ze swoim chłoptasiem w szkolnej szatni. Zablokowałam ekran telefonu i zgniotłam w dłoni puszkę po coli, która była dzisiaj moim jedynym "posiłkiem". Wtedy zjawił się nasz nauczyciel i otworzył klasę.

-Panno Hemmings lekcja się zaczęła... - gestem ręki rozkazał mi wejść do środka.

Wywróciłam oczami i podniosłam się poprawiając ubranie. Zajęłam swoje miejsce i wyjęłam notatnik oraz długopis. Temat lekcji dotyczył zabójstw i kar za dokonanie tej zbrodni. Super, będę przynajmniej wiedziała co mi grozi za zabicie tego idioty. Zapisywałam uważnie notatki korzystając z podręcznika, który dostaliśmy na początku lekcji. Czasami rysowałam coś na marginesie mojego notatnika dla zabicia czasu. Rozmyślałam nad tym, jak bardzo leniwie spędzę to popołudnie objadając się niezdrowym jedzeniem i oglądając kolejne odcinki mojego ulubionego serialu. Usłyszałam trzask i rozejrzałam się leniwie po klasie. Pan Jefferson rozdawał jakiś plik kartek każdemu z uczniów. Jeden, drugi... Wyliczałam kolejno. Szósty trafił na moją ławkę. Zmarszczyłam brwi uważnie czytając stronę tytułową. 0216 Kian Lawley, więzienie Sing Sing. Pytająco spojrzałam na nauczyciela, nie wierzyłam, że otrzymaliśmy kartoteki więźniów. Po klasie rozniosły się szepty zdezorientowanych uczniów. 

-Pobliskie więzienia udostępniły mi opisy więźniów, którzy niedługo wychodzą na wolność.

Super.

-Przeczytajcie teraz te opisy, które dostaliście - powiedział i rozsiadł się na krześle.

Siłą rzeczy otworzyłam kartotekę, moim oczom ukazało się zdjęcie przestępcy. Był to chłopak, czy raczej mężczyzna, o brązowych włosach i wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych. 

-Ale przystojniak ci się trafił - zaśmiała się cicho Zoe. 

Spojrzałam na nią spode łba i wróciłam do notatek. Chłopak lat 18 zabił swojego ojca nożem kuchennym. Obecnie ma 20 lat i niedługo wychodzi na wolność, lecz zostało mu 9 miesięcy w zawieszeniu. Przeczytałam wszystko kilka razy biorąc co jakiś czas głębokie wdechy. Nie mogłam sobie wyobrazić jak można zabić swojego rodzica.

-Widzę, że Violet jest zafascynowana - powiedział Jefferson. 

Oderwałam się od zapisek i rozejrzałam po klasie. Tak, tylko ja tak długo czytałam.

-W takim razie ty, Violet, zrobisz wywiad z... - podszedł do mnie i przewrócił kartki na stronę tytułową. - Z panem Kianem. 

-Dobrze, mam to zrobić na podstawie tych notatek? - uniosłam brwi. 

-Nie do końca, porozmawiasz z nim w cztery oczy - skwitował.

W tym momencie zadzwonił dzwonek, a Jefferson wrócił do biurka i zaczął pakować swoje rzeczy. Reszta uczniów wychodząc z klasy, odkładała podręczniki i kartoteki na biurko. Spakowałam szybko swoje rzeczy i podeszłam do niego, w celu wyjaśnienia sytuacji.

-Mam iść do więzienia, zadać kilka pytań przestępcy, żeby wykonać jakieś durne zadanie domowe? - niemal wykrzyczałam.

-Jeśli chcesz zaliczyć przedmiot, to tak - wyszedł z klasy i skinął głową. - Rusz się Hemmings, nie mam czasu.

-Gówno mnie to obchodzi - w myślach skarciłam się za te słowa, ale Jefferson zbytnio się tym nie przejął. - Niech mi pan zada coś innego. 

-Przykro mi Violet, masz tydzień - powiedział z uśmiechem na ustach. - A i na ten czas możesz zatrzymać podręcznik i kartotekę. 

Po chwili zniknął z zasięgu mojego wzroku. Ściskałam ze złości kartki papieru. Co za skurwiel - pomyślałam i głośno westchnęłam. Wróciłam do mojego samochodu i wrzuciłam torbę na siedzenie obok. Usiadłam wygodnie i odpaliłam samochód zamykając za sobą drzwi. Odjechałam w stronę domu i próbowałam poukładać sobie wszystko w głowie.
Po zjedzeniu kolacji udałam się do mojego pokoju. Wskoczyłam na łóżko i otuliłam się kołdrą chociaż wcale nie było mi zimno. Odblokowałam telefon i napisałam wiadomość do Zoe. 
"Cześć Zoe, masz ochotę spotkać się jutro?" 
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Umówiłyśmy się na spotkanie w pobliskim centrum handlowym.

Na jakich zasadach funkcjonuje nasza szkoła? Na jakich zasadach funkcjonuje to więzienie? Dlaczego ktokolwiek zezwala na udostępnianie danych przestępców? I dlaczego pozwalają uczennicy spotkać się z więźniem?

Zadawałam sobie te pytania od wczorajszego dnia. Dręczyły mnie nawet, gdy zmierzałam na miejsce spotkania z  moją przyjaciółką. Była godzina 12, promienie słońca ogrzewały moją skórę, w słuchawkach leciała piosenka "Slacks" St. South. Gdy weszłam do kawiarni znajdującej się w galerii, spauzowałam odtwarzacz i wyciągnęłam z uszu słuchawki. Zoe siedziała w kącie kawiarni - tak jak zawsze. Przywitałam się z nią i od razu zaczęłyśmy rozmawiać.

-Przyznaj, że trafił ci się naprawdę przystojny kryminalista - zaśmiała się, a ja skarciłam ją wzrokiem.

-Gdyby nie był kryminalistą, to owszem. Ale w takim wypadku nie chce mieć z nim nic wspólnego.

-Widzisz, ale przyznałaś że jest przystojny - zaśmiała się.

Po jakimś czasie wyszłyśmy z kawiarni, płacąc za nasze napoje. Chodziłyśmy jeszcze jakiś czas po sklepach, musiałam pomóc wybrać Zoe kilka rzeczy, później ja sama kupiłam sobie sportowy stanik i parę butów do biegania. Postanowiłam, że od tej pory będę "fit". Oczywiście, że nie narzekałam na swoje ciało, ale chciałam po prostu o siebie zadbać. Przy wyjściu gwałtownie stanęłam i spojrzałam na Zoe.

-Jak myślisz powinnam dziś iść do tego więzienia? - spojrzałam na nią.

-Idź, będziesz miała to z głowy i nie będziesz się już przejmować.

W sumie miała racje, im szybciej to zrobię, tym szybciej pozbędę się powodu stresu. Uśmiechnęłam się i pomachałam jej na pożegnanie. Ruszyłam powolnym krokiem w stronę swojego domu.


++++

Cześć, witajcie. I oto pojawia się pierwszy rozdział, mojego opowiadania. Mam nadzieje, że wam się spodoba i będziecie chcieli więcej. Nie ma się co rozpisywać, może kiedyś.

Do następnego!

Edit: Poszukuje kogoś kto wykona mi szablon/nagłówek :)